Co będzie pierwszą rzeczą, jaką zrobię po powrocie do Krakowa?
Kupię płytę z Lost in translation.
Między słowami cafe, Warszawa. Ann, Mikołaj, Sebastian i Michał. Doborowe towarzystwo.
Na tym soundtracku jest Alone in Kioto, Air.
To wiele tłumaczy.
Następnie kupię płytę z Apartamentu- i to już będzie za przysłowiowy ostatni grosz. Później, po wypłacie, nowy CD player, jeszcze później- zapomnianą płytę Thievery Corporation.
Muzycznie- chyba się cofam. Rage, Pearl Jam, trochę ostrzejszej muzyki.
I wspominam czasy, kiedy biegałysmy w długich swetrach, z aparatem- Kala?!
Zabieram do Krakowa martensy, moze się przydadzą.
Dom w Bytomiu, dom rodzinny- to zawsze jest niespodzianka. Tym razem- posciel w pomarańczowe kropki i latte na balkonie. Nowa fryzura Mamity, brat jeszcze wyzszy.
I- cudo- helikopter!
Tak, tak, helikopter!
Piędziesięciocentymetrowy, zdalnie sterowany. Izzi, wyobraź sobie tylko minę studentów, kiedy przyjadę z nim do Krakowa! Minę producenta W11!
(W dzisiejszym odcinku nasz domofon zagrał jedną z głównych ról!)
Co jeszcze?
Romantyczna strona mojej duszy wygrała dzisiejsze zawody.
Pochlipałam sobie, oglądając Niekończącą się opowiesć.
Ile toastów wypilismy za ten jeden film? Bo zawsze chciałam mieć go w swojej kolekcji. Bo- trzeba mieć szczęscie, żeby dorwać taką perełkę za 19.90zł.
Plany na dzisiaj?
Wernisaz fotografii w Katowicach, moze poźniej Hipnoza albo Fantom, plotki z aFu, wczesny powrót do domu.
Kolejne 10 h snu, Księga smiechu i zapomnienia.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz